Kolejarze protestują w Krakowie
Wczoraj w Krakowie pod hasłem "Grabarczyk grabarzem kolei" odbyła się demonstracja kolejarzy, którzy protestowali przeciwko katastrofalnej sytuacji polskiej kolei. - Za ten burdel na kolei nie odpowiada kolejarz! - mówił podczas wiecu przed Dworcem Głównym PKP w Krakowie Leszek Miętek, przewodniczący Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych.
W czwartek, 3 lutego, około godz. 11 pod Dworcem Głównym PKP w Krakowie obyła się pikieta na której zebrało się około 200 Członków związków zawodowych, którzy protestowali przeciwko katastrofalnej sytuacji polskiej kolei.
W manifestacji wzięli udział członkowie NSZZ Solidarność, Federacji Związków Zawodowych Pracowników PKP, Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych a wśród nich Członkowie ZZDR PKP oraz innych związków działających na kolei.
Już na początku poinformowano, że pikieta jest zapowiedzą strajku generalnego na kolei , który jest nieunikniony. Protestujący zarzucili politykom, że nie odpowiadają na listy i petycje.
- Zaproponowaliśmy prezydentowi zorganizowanie szczytu kolejowego, żeby poważnie porozmawiać o przyszłości transportu szynowego w Polsce. Nie otrzymaliśmy nawet odpowiedzi na tę propozycję! – mówił Leszek Miętek – Zawieszając akcję protestacyjno-strajkową straciliśmy cenny czas, który rząd wykorzystał na forsowanie ustawy o upadłości spółek kolejowych i odebranie kolei 4 mld złotych – przekonywał szef KKZZ.
Nad głowami związkowców widniał transparent z napisem "GRABARCZYK GRABARZEM KOLEI".
To właśnie ministra infrastruktury kolejarze uznają za winnego obecnej sytuacji. Kolejarzom nie podoba się wiele. Zasadnicza większość ułomności polskiej kolei na którą skarży się społeczeństwo to wina polskiego rządu i to nie tylko tego, ale wszystkich poprzednich po roku 1989. Uwikłanie kolei w polityczne rozgrywki przyniosło efekt jaki możemy obecnie obserwować. Chaos w organizacji połączeń, wyprzedaż majątku PKP, skrócenie o ponad połowę długości linii kolejowych w Polsce, nieustanne zwolnienia, zacofanie technologiczne, które stanowi poważnie zagrożenie bezpieczeństwa pasażerów to cały ciąg przywar, które są efektem co najmniej 5 różnych wariantów reform, restrukturyzacji i innych bardziej lub mniej „wesołych” pomysłów kolejnych ekip rządzących - co więcej nigdy nie dokańczanych, a zostawianych w najlepszym przypadku w połowie wdrażania.
Obecnie jak na dłoni widać czym są problemy kolei dla obecnego rządu – najdelikatniejsze co mogli zarzucić pikietujący to populizm jakim w sprawach kolei obecnie kieruje się rząd. Pieniądze, które miały być przeznaczone na reformę kolei, miały rzekomo pod wpływem opinii publicznej zostać przesunięte na budowę dróg.
Demonstrujący wskazali, że brak środków na infrastrukturę kolejową grozi zamknięciem prawie 10 tys. km linii kolejowych a trzeba tu dodać, że ostatnia nowa linia kolejowa w Polsce została wybudowana ponad 20 lat temu. Zacofanie technologiczne skutkuje, że prawie codziennie wydłuża się czas jazdy pociągiem na poszczególnych trasach. Wspomnieć trzeba także o taborze – na polskich torach w większości jeżdżą wagony których średni wiek kilkadziesiąt lat i kilka milionów km przebiegu.
Jednym z głównych żądań pikietujących to zakup nowoczesnych wagonów i składów zespolonych dla przewozów pasażerskich – tylko zwiększeniem standardu podróżowania - można przyciągnąć pasażerów na kolej i konkurować w już i tak zachwianych proporcjach z transportem drogowym.
Kolejne postulaty które wymieniał Adam Szewczyk, przewodniczący Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych Regionu Południowego to:
- wycofanie z Sejmu rządowego projektu nowelizacji ustawy o restrukturyzacji PKP i ustawy o transporcie kolejowym,
- zwiększenie finansowania modernizacji infrastruktury kolejowej, umożliwiającej pełne wykorzystanie środków Unii Europejskiej,
- zwiększenie nakładów finansowych na utrzymanie drogi kolejowej,
- oddłużenia PKP.
- Powiemy to głośno i wyraźnie - nie zgadzamy się na likwidację i upadek polskiej kolei - mówił Szewczyk.
Z kolei Stanisław Kokot, rzecznik prasowy Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ "Solidarność" powiedział, że:
- Ta pikieta jest początkiem tego, co powinniśmy robić dalej. Musimy informować społeczeństwo o tym, co się dzieje. Ostatnie fundusze z Unii Europejskiej, które były przeznaczone na kolej, przesunięto na projekty drogowe. Zdajemy sobie sprawę, że polskie drogi są w opłakanym stanie, ale nie tędy droga. Tak dalej być nie może. Przyszedł czas, aby upomnieć się o polską kolej - powiedział.
- Obiecano nam równorzędne traktowanie transportu kolejowego i drogowego, a na chwile obecną mamy 80 proc. do 20 proc. na korzyść dróg. Równowaga upadła - mówił Kokot.
Protestujący zapewnili, że nie pozwolą upaść polskiej kolei i będą o nią walczyć.
- Za ten chaos nie odpowiada kolejarz. To co się dzieje w polskiej kolei to wstyd na skalę europejską. Cała Europa się z nas śmieje - powiedział Leszek Miętek, szef Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych.
– Wyrok na polską kolej został wydany i jeśli my dziś nie upomnimy się o swoje, to dojdzie do upadku kolei - dodał.
Po zakończeniu wiecu na placu przed Dworcem Głównym protestujący przeszli pod Urząd Wojewódzki przy ul. Basztowej, gdzie na ręce wojewody małopolskiego wręczyli petycję. Związkowcy domagają się m.in. uwłaszczenia kolei na użytkowanych przez nią gruntach, wycofania ustawy umożliwiającej upadłość spółek kolejowych, oddłużenie PKP S.A., przeznaczenia środków na modernizację infrastruktury kolejowej i taboru oraz realizacji umów podpisanych przez spółki kolejowe z Ministerstwem Infrastruktury przewidujących dofinansowanie przewozów pasażerskich.
Związkowcy wręczali podróżnym udającym się na dworzec ulotki wyjaśniające sytuację na kolei. Dostępne były one również w kasach i innych, uczęszczanych miejscach na krakowskim dworcu.
Około godziny 12 pikieta przeniosła się pod Urząd Wojewódzki na ul. Basztowej, gdzie na ręce Stanisława Kracika - wojewody małopolskiego złożono petycję z postulatami skierowanymi do premiera Donalda Tuska. Po zapoznaniu się z nimi, wojewoda małopolski oznajmił:
- Nie zgadzam się na likwidacje polskiej kolei. Mam nadzieję, że wszystko skończy się po myśli kolejarzy. Mogę obiecać, że petycja dotrze do tych władz, do których powinna - zapewnił Stanisław Kracik. Za świadków wziął przedstawicieli wszystkich zgromadzonych mediów.
Manifestacja nie zakłóciła ruchu na kolei i tylko przez chwilę wstrzymała ruch na ul. Basztowej.
Pierwszy z zaplanowanych w najbliższym czasie protestów, jaki odbył się w Krakowie, ma być jedynie zapowiedzią strajku generalnego polskiej kolei. Kolejne tego typu pikiety związkowcy zaplanowani już na 8 lutego w Bydgoszczy i 10 lutego w Katowicach.
- Jeśli do tego dojdzie, a wszystko na to wskazuje, chcemy poinformować, że strajk nie będzie skierowany przeciwko pasażerom. My występujemy w ich interesie, chcemy zapewnić im bezpieczeństwo i komfort podróży - przyznał Miętek. - Musimy pokazać rządowi jak wygląda kolej bez jeżdżącej kolei. Innego ratunku dla kolei już nie ma - zapowiedział.


