Wybuch wagonu-cysterny we Włoszech
15 osób nie żyje, ponad 30 jest rannych, ewakuowano około tysiąca osób. Takie są skutki wybuchu wagonu cysterny z płynnym gazem, do którego doszło w Viareggio w Toskanii (środkowe Włochy) w nocy z poniedziałku na wtorek. Włoskie media obwiniają polskiego producenta.
Świadkowie zdarzenia to co się wydarzyło określają "piekłem". Według ich relacji wszystko natychmiast stanęło w ogniu, który ogarnął 10 domów. To największa od lat taka katastrofa we Włoszech. Ofiary to między innymi mieszkańcy okolicznych domów zniszczonych w rezultacie eksplozji. W eksplozji ciężko poparzony został polski kierowca TIR-a - taką informację uzyskał PAP w polskim konsulacie w Rzymie.
Polak zaparkował ciężarówkę w pobliżu stacji kolejowej gdzie chciał chwilę odpocząć. Według pierwszych informacji mężczyzna ma poparzenia 50-60 proc. powierzchni ciała. Został natychmiast przewieziony do centrum leczenia oparzeń w Turynie. Z tego co wiadomo jest to jedyny obywatel Polski, jaki - według wstępnych informacji - ucierpiał w wybuchu.
Do wybuchu doszło niemal w środku miasta, gdzie przebiegają tory kolejowe, przy których w bardzo bliskiej odległości stoją domy mieszkalne, kościoły i inne budynki. Stacja, w pobliżu której doszło do tragedii, to główny węzeł kolejowy, także turystyczny, łączący miasta Lucca, Florencja i Versilia.
TVN24.pl donosi, że włoskie media piszą, że jadąca tuż za lokomotywą, wyprodukowana w Polsce cysterna mogła być przyczyną wykolejenia całego składu, które doprowadziło do tragicznego wybuchu w Viareggio w Toskanii. Jednakże w oświadczeniu PKP Cargo możemy przeczytać, że wagon ten należy do jednej z zagranicznych firm prywatnych (GATX - przyp. redakcji) i że wagon ten opuścił terytorium Polski w grudniu 2003 r i od tego czasu był eksploatowany wyłącznie zagranicą.
Włoskie media przytaczają wypowiedzi ekspertów, których zdaniem zlekceważono ryzyko, jakie niesie ze sobą awaria pociągu, przewożącego gaz przez środek miasta. W tym przypadku według nich doszło do pęknięcia osi w wagonie, co w składzie kolejowym - zauważają - można uznać za typowy wypadek.
Działacze związków zawodowych, działających na włoskich kolejach zarzucili ich dyrekcji lekceważenie norm bezpieczeństwa.
W sprawie katastrofy wszczęto śledztwo. Roberto Maroni, minister spraw wewnętrznych, który przyjechał na miejsce zdarzenia, oświadczył, że albo europejskie normy dotyczące przewozu niebezpiecznych substancji są "nieodpowiednie", albo nie były przestrzegane.


